Piosenki Love Love Love czyli

Czwartkowy Kącik Mjuziczny [CKM] 22.06.2017

2017.06.22 19:21 whoatemydinner Czwartkowy Kącik Mjuziczny [CKM] 22.06.2017

witam serdecznie jak nie ja to kto założy no ja nie wiem, ale to się robi już całkiem NIEPOWAŻNE. [wstawić machanie palcem i groźną minę]
W CKM chodzi o to, żeby się podzielić fajnymi muzykami i dźwiękami. Albo samemu zrobionymi albo samemu znalezionymi. Albo usłyszanymi w radiu lub na plejliście randomowo (pozdrawiam Toto i Afrikę). Umieszczajcie je w komentkach, albo wpisujcie miasta, też fajna zabawa. Wałbrzych.
A teraz zapraszam po wincyj naszej historii z Beach Boysami, to już odcinek drugi w serii tekstów, po których gwarantuję, że poznacie sporo fajnej muzyki i stracicie przy okazji kilka szarych komórek, CZYSTY ZYSK
W zeszłym tygodniu naszą historię skończyliśmy na Dźwiękach Zwierzaków ale państwo proszę, Wilson się jeszcze porządnie nie rozkręcił XD oczywiście sprzedali w USAch praktycznie tyle co nic, ale krytyce muzycznej się tamto spodobało (kontrarianizm ftw) a za oceanem wyspiarze to wręcz pokazali środkowy palec Bitelsom i Beach Boys stali się najgorętszą rzeczą ever, tak było, nie zmyślam. W dodatku Brian Wilson the absolute madman nagrał z zespołem przez 6 jebanych miesięcy, w czterech kurwa studiach i za 50000 pierdolonych amerykanozłotych jeden kawałek, ale ten kawałek to nie w kij dmuchał bo to było Good Vibrations czyli mocny zawodnik o tytuł najlepszej piosenki w muzyce rozrywkowej. I teraz się okazało, że publika to łyka bez popity XD więc wszyscy powiedzieli "BRIAN PANICZU ZŁOTY WEŹ PIERDOLNIJ PROSZĘ NAJLEPSZY ALBUM". I Wilson postanowił, że nagra kurwa. No i wszystko pięknie: wchodzi w tym '66 do studia z najlepszymi muzykami, bierze protohipstera Van Dyke Parksa do pisania tekstów, jego zespół robi super wokale, no i cisno cisno. Tylko że jak każdy wie, czasem wicisnoć sięnieda™. Więc przez bity rok Wilson i reszta próbują zrobić coś świetnego, się zawsze jest coś, co można dopracować, albo np. po prostu zmienić koncepcję z nastoletniej symfonii do Bozi do nie wiem, kurwa albumu o zdrowym odżywianiu i warzywach XDDDDDD no ale wszystko super by było, gmyrali my się po kreatywnych fiutach w nieskończoność pewnie gdyby nie fakt, że OBIEKTYWNIE najgorszy Beach Boy (choć tu by pasowało bardziej BITCH BOY HAHAHHAHAAA mleko mi poleciało z nosa) Mike Love postanowił, że nie wie o czym śpiewa nie rozumie i gdzie w ogóle single, gorące laski i piosenki i jeździe na desce po falach. A Brian, wrażliwa dusza, nie dość, że odebrał to jako atak na swój projekt, to jeszcze sam zaczął sobie zadawać te pytania i uznał, że w sumie to chuj, nigdy to się nie uda i w ogóle po co. xd więc po jakimś roku pracy dzień i noc Beach Boys skończyli prace nad swoim najlepszym projektem i chuj i cześć. I tak właśnie w wielkim skrócie wyglądają historia Smile, czyli legendarnej płyty która miała okazać się gwoździem do trumny chujowej muzyki i w ogóle lepszymi Bitelsami, a nawet nie wyszła. Nagrania z tych sesji się ukazały w 2011 i się okazało, że łolaboga, to jest dobre. Bardzo dobre. Jakimś cudem legendy się okazały być prawdziwe. Zupełnie jak ta o smoku wawelskim albo o eksperymentalnej broni na makaron zaprojektowanej przez Włochów. Kurwa Surf's Up to utwór ostateczny, po nim jest tylko KONIEC i świeczki w tunelu. Jak tego mogli nie wydać ja nie wiem, ale z drugiej strony nie jestem depresyjnym schizofrenikiem-geniuszem muzycznym, więc nie mi to oceniać. Brian Wilson miej moje dzieci.
A co wydali zamiast tego? O tym za tydzień śmieszki heheszki.
submitted by whoatemydinner to Polska [link] [comments]